Mazury

… where land ends, life begins. Forget the constraints of 9 to 5. Forget distractions. Forget everything you know about a landlocked existence. Out here, you can see for miles in every tranquil direction. The water laps gently. A bird croons. Feel that warmth on your face? They call that the sun. You and the sun should get together more often. After all, isn’t this where you feel the most alive? The most free? The most yourself? Welcome home…
Tak zaczyna się książka Sea Ray’a. Coś w tym jest …

maximus

Tematem na weekend, związanym z wolnym czasem ludzi biznesu (i nie tylko), będą na początek Mazury.  Miejsce, gdzie można spotkać tych, którym w biznesie się udało, wspominających swoje początki pod gwiaździstym, mazurskim niebem.

CHROŃMY MAZURY PRZED …. EKOLOGAMI

Mazury są czymś wspaniałym. Tym, co nigdy tam nie byli, kojarzą się z chmarami komarów i ciągle padającym deszczem.  Zapewniam, że komarów więcej jest w Warszawie, a w tym roku deszcz padał jedynie kilka razy. Reszta, to wspaniała przyroda, wielkie przestrzenie lasów i jezior. Mazury spotkał w tym roku wielki zaszczyt, stały się finalistą konkursu na 7 światowych cudów natury.  I to finalistą z dużą szansą na pierwsze miejsce. I to wspaniałe wydarzenie stało się pożywką dla wszelkiej maści pseudoekologów, do forsowania swoich nieprzemyślanych, populistycznych koncepcji.

Osobiście mam duży szacunek do prawdziwych ekologów.  Ci ludzie walczą o to, co dla nas najważniejsze. Czuje jednak spory niesmak słuchając pseudoekologów, którzy na gruncie szczytnej idei chcą po prostu zdobyć sławę, pieniądze lub po prostu popisują się swoją głupotą. I najdziwniejsze jest to, że przecież nie wypada z nimi polemizować, bo kto odważy się dyskutować z ich racjami?

Ostatnio odżyła idea zrobienia z Mazur parku narodowego. Petycję taka podpisało wielu naszych intelektualistów. Na szczęście dziennikarze zadali im po kolei pytanie czy kiedyś byli na Mazurach. I co? Zdecydowana większość nie była tam wcale. Pozostali, kiedyś w dzieciństwie.

Obecnie, całe południowe Mazury to park krajobrazowy, a na północy mamy kilkanaście ścisłych rezerwatów, z których najpiękniejsze to wyspy na jeziorze Kisajno.  Problem tkwi w tym, że z Mazur parku narodowego nie da się zrobić. To nie Puszcza Białowieska. To wielkie miasta, jak Giżycko, Mikołajki, Węgorzewo i wiele innych.

Odnosi się wrażenie, że największym wrogiem Mazur są właściciele jachtów motorowych. Jeżeli jachty te stanowią 1-2 procent wszystkich jednostek pływających na Mazurach, trudno obciążać je za zanieczyszczenia brzegów jezior. Jacht z wbudowanym silnikiem, przechodzący częste badania techniczne, tankujący na nabrzeżnych stacjach i cumujący na noc niemalże wyłącznie w marinach, z profesjonalną toaletą, jest na prawdę bardziej ekologiczny od żaglówki, do której wlewa się nad wodą benzynę z kanistra, chodzi jeszcze niejednokrotnie z łopatką na brzeg w celu załatwiania swoich potrzeb i … Oczywiście, mamy też nowoczesne jachty żaglowe i prawdziwych żeglarzy. Racja.  Tylko generalnie nikt się żeglarzy nie czepia. Tylko motorowodniaków. Jak obserwuję, policja wodna sprawdza trzeźwość jedynie na łódkach motorowych. A później – jak w tym roku nad Zalewem Zegrzyńskim – apeluje się do nich – pływajcie, bo woda umiera, brak tlenu zabija ryby. Żaglówka wody nie natleni.

Ja akurat pływam pod żaglami i na jachcie motorowym. Nie krytykuję żadnej z tych pasji. To przecież zależy od ludzi, nie od sprzętu. Do tej pory wszyscy tu wspaniale współdziałali. Dbali o jeziora, po których pływają. I będzie tak zapewne dalej, jak nie damy się zwieść pseudoekologom. Gdy ich populistyczne hasła zwyciężą, nawet nam na wiosłach nie pozwolą tu pływać. Będziemy tu przychodzili jak do kina, płacąc za bilet. Chrońmy więc Mazury dalej, tym razem też przed pseudoekologami.

Reklamy

Responses

  1. A czy prawdziwi ekolodzy to wogóle istnieją ? Pan artykuł nasuwa mi na myśl „ochronę” przyrody w Parkach Narodowych Bieszczadzkim i Tatrzańskim, gdzie przepedzono ludzi, zakazano wypasu owiec, w imię ochrony ponoć rzadkich gatunków. Tylko, że dla przykładu w Bieszczadzkim PN przed wojna w okolicach nieistniejących dziś wsi Beniowej, Bukowiec kwitło życie, hodowla zwierząt, a dziś są zarośnięte pospolitymi krzakami (powojnenne przesiedlenia – czyli zwyczajny bandytyzm – wygnanie mieszkańców ze względów politycznych) i nie wolno zejść ze szlaku w imie ochrony tych „rzadkich” krzaków.
    Pozdrawiam,
    Ania


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: